Kowale losu

Gra planszowa "Kowale losu"

„Kowale losu” niewątpliwie mają w składzie plansze, kości, pionki… Wszystko na swoim miejscu, prawda? Błąd. Fantastyczny świat, w którym zagadnieniu losowości nadano zupełnie nowe znaczenie – oto z czym będziemy się mierzyć. A dodatkowo herosi, waleczne czyny, fantastyczne stwory i zbieranie dobrych notowań u bogów. Jak to wszystko działa?

gra kowale losu

Do czego zmierzam

Wydaje się, że twórcy już na wstępie zamierzali gracza maksymalnie zdezorientować. Wrażenie takie można odnieść po lekturze instrukcji. Dowiadujemy się z niej, że jako gracze dążymy do kilku rzeczy naraz – zdobycia chwały, nagród i uzyskania łaski bogów, co ma uczynić z nas niemalże jednego z nich. Nie powiedziano tego wprost, ale świat przedstawiony podejrzanie podobny jest do świata wykreowanego w greckich mitach, gdzie również stałym motywem była przychylność ze strony Olimpu, jako przepustka do kart historii.

Oczywiście mglisty cel gry, to coś co może zniechęcić gracza, ale my nie damy się łatwo zbić z tropu. My będziemy drążyć. „Kowale losu” są bezsprzecznie obmyślani, jako gra, w której do celu prowadzą różne drogi. Na tych drogach gracze będą sobie przeszkadzać, bo zasobów jest mniej niż potrzeb, a napotkane fantastyczne stwory też mogą się okazać polem rywalizacji. Herosi mogą bowiem dążyć do tych samych walecznych czynów, by dodać karty potworów do rosnącej kolekcji.

Kuźnia kości

Prawdziwe szaleństwo „Kowali losu” objawia się w wykorzystaniu w grze kości. Podczas gdy jest to element wielu gier planszowych, gdyż losowość jest podstawą dobrej zabawy, to twórcy potraktowali zagadnienie całkowicie po swojemu. Warto wspomnieć, że oryginalny tytuł opisywanej gry brzmi „Dice forge”, co można tłumaczyć jako „Kuźnia kości”. Trudno o lepszą charakterystykę nowatorskiej koncepcji związanej z zasadami dotyczącymi tych przedmiotów.

Gramy kośćmi sześciennymi. Wydaje się, że ilość możliwości uzyskania różnych wyników możemy podnosić jedynie dodając rzuty kolejnymi kośćmi. Prawda to i nie prawda zarazem. W toku gry w „Kowali losu” zdobywamy bowiem nie tylko karty i osiągnięcia, ale i… wpływ na tytułowy los. A konkretnie – ścianki kości, które możemy wymieniać, determinując pożądane rezultaty. Wymiana uzyskanych ścianek odbywa się według określonych w instrukcji reguł, więc uniknięto zamieszania. Zyskano za to bezsprzecznie unikalny motyw, który zachęca do dalszej zabawy.

gra kowale losu

Kowale Losu dla oka i dla ducha

„Kowale losu” to planszówka, w której wykonanie graficzne jest istotnie bardzo ważne. Plansza składa się z kilku różnorakich elementów, które łatwo zmontować, choć nie od razu łatwo zrozumieć do czego służą. Do tego otrzymujemy karty i kolorowe znaczniki. Kierowani naszą ręką herosi to cztery sugestywnie zaprezentowane postacie, choć godne uwagi jest to, że jest wśród nich tylko jedna postać kobieca. Szkoda, bo na 4 postacie, choć dwie mogłyby być żeńskie, dla takiej zwykłej równowagi. Oczywiście mamy też zestaw kości o wymiennych ściankach, o których wspomnieliśmy wyżej.

Fantastyczne stwory przedstawione na kartach to niewątpliwie zestaw nawiązujący do mitów greckich. Choć w żadnym miejscu gry nie znajdziemy jednoznacznego wskazania, że rozgrywka toczy się w antycznym świecie śródziemnomorskim. Kogo zatem spotkamy? Z łatwością można namierzyć Hydrę, Łanię Lernejską, Sfinks, Minotaura, Wielką Niedźwiedzicę, Cerbera, Gorgonę oraz kilka mniej oczywistych stworzeń. Zdecydowaną wadą jest brak opisów oraz jakiegokolwiek tła ich dotyczącego. W rezultacie, kolekcjonowanie bohaterskich czynów nie różni się wiele od zbierania ilustracji samochodów dodawanych do gumy balonowej.

Przyjrzyjmy się jeszcze opakowaniu. Przede wszystkim biorąc je do ręki, od razu czujemy, że mamy do czynienia z produktem wysokiej jakości. Gra posiada ogrom elementów! Na szczęście twórcy nie pozostawili nas z nimi bez pomocy. Opakowanie ma mnóstwo przegródek i wszystko z łatwością poukładamy i posegregujemy. Osobiście uważam to za duży plus. Same w sobie elementy są starannie wykonane z grubszego kartonu, kolory są żywe, a nadruki estetyczne.

Bogowie są żarłoczni

Zasady gry przewidują kontakt z tajemniczymi bogami (choć możemy się domyślać, że chodzi o bóstwa Olimpu). Tutaj niewątpliwie zasady gry również nie porażają głębią. Kontakt jest bowiem dość jednostronny. Gracz od czasu do czasu składa ofiary w świątyni, w zamian dostaje nagrody i przychylność. Business is business. Troszkę lepiej wypada magia, choć w działaniu przypomina bardziej alchemię – opiera się na zdobywaniu i doborze składników, które oczywiście musimy wydzierać innym graczom.

gra kowale losu

Nec Hercules...

„Kowale losu” przez opisane wyżej płycizny scenariusza, wiele tracą. Gra ma bardzo ciekawe, żywe zasady, na tle których świat przedstawiony wypada blado. Można odnieść wrażenie, że ta sama rozgrywka mogłaby zostać umieszczona w realiach science-fiction albo na przykład baśniowych. Spotkania z fantastycznymi stworami, z herosami oraz z bogami, początkowo atrakcyjne i wciągające, szybko popadają w rutynę. Co pozostaje? Bardzo nowatorskie podejście do rywalizacji i przyjemność obcowania z produktem estetycznym. Warto, choć żal straconej szansy na dzieło kultowe.

Recenzja gry „Kowale losu”, autor: Régis Bonnessée, Ilustracje: Biboun, wyd. Libellund.

Zajrzyj koniecznie do Leksykonu Fantastycznych Stworzeń pracowni ISKRAVA, gdyż tam znajdziesz opisy, historię i zanurzenie we współczesnej kulturze wielu niezwykłych bestii, stworów i potworów. Obserwuj mnie na Facebooku, gdyż w każdy poniedziałek pojawia się nowy wpis!

Niech rozbłysną iskry!

Kliknij i zamów swój niepowtarzalny,

ręcznie malowany kubek!

Wybierz jeden z kubków autorskich!

ZamówNapisz do mnie